
Każdy z nas doświadcza sytuacji, w których w obecności niektórych osób czujemy spokój, a przy innych pojawia się dyskomfort, napięcie lub niepokój. Choć często tłumaczy się to „energią” czy „aurą”, nauka dostarcza konkretnych wyjaśnień, opartych na badaniach psychologicznych i neurologicznych.
Nasz mózg działa jak radar bezpieczeństwa. Kluczową rolę pełni ciało migdałowate, które błyskawicznie ocenia twarze, głos i zachowania innych ludzi, zanim zdążymy to logicznie przetworzyć. Badania z użyciem rezonansu magnetycznego pokazują, że twarze osób, którym nie ufamy, aktywują ciało migdałowate i wyspę – obszary związane z poczuciem zagrożenia i wstrętu. Twarze osób postrzeganych jako bezpieczne i życzliwe aktywują natomiast układy nagrody w mózgu, m.in. jądro półleżące i korę przedczołową przyśrodkową.
Kolejny mechanizm to neurony lustrzane, które sprawiają, że automatycznie „odczuwamy” emocje innych. Jeśli ktoś jest spokojny i empatyczny, nasz układ nerwowy odbiera ten sygnał i uruchamia reakcję relaksu. Jeżeli natomiast osoba jest spięta, agresywna lub wysyła niespójne sygnały, nasze ciało odbiera to jako stres. Stąd różnica w samopoczuciu w towarzystwie różnych ludzi.
Nie zawsze jednak dyskomfort oznacza, że ktoś faktycznie jest zagrożeniem. Czasami to nadreakcja naszego układu autonomicznego. Może to wynikać z wcześniejszych doświadczeń, gdy dana osoba przypomina kogoś z przeszłości, lub z chwilowej podatności na stres i zmęczenie. Psychologia społeczna opisuje również zjawisko thin slicing, czyli nieświadomego oceniania ludzi na podstawie krótkich i subtelnych sygnałów. W wielu przypadkach takie szybkie oceny bywają trafne, ale mogą też generować fałszywe alarmy.
Wyobraź sobie sytuację w pracy. Spotykasz nowego współpracownika i już po pierwszych rozmowach czujesz dyskomfort – serce bije szybciej, ramiona się napinają, a w brzuchu pojawia się ścisk. Nie potrafisz tego logicznie wytłumaczyć, bo ta osoba jest uprzejma. Może to być intuicja: twój mózg rejestruje niespójność w zachowaniu tej osoby, a po czasie okazuje się, że rzeczywiście manipuluje i działa na niekorzyść zespołu. Może to być jednak nadwrażliwość: współpracownik przypomina ci osobę z przeszłości, która sprawiła ci przykrość. Układ limbiczny uruchamia alarm, mimo że w rzeczywistości nic złego się nie dzieje, a po kolejnych spotkaniach początkowy dyskomfort znika.
W praktyce intuicja ujawnia się wtedy, gdy reakcje są powtarzalne, konsekwentne i nie mijają z czasem. Nadwrażliwość częściej zmienia się w zależności od naszego stanu i szybko wygasa. Świadoma obserwacja reakcji ciała, oddychanie spowalniające pracę układu współczulnego oraz weryfikowanie swoich odczuć w rzeczywistości pomagają rozróżniać te dwa stany.
Z perspektywy neurologii i psychologii to, co odczuwamy w relacjach, nie jest czymś mistycznym, lecz biologiczną reakcją organizmu. Zrozumienie, kiedy mamy do czynienia z intuicją, a kiedy z nadwrażliwością, pozwala lepiej dbać o zdrową mentalność i higienę relacji społecznych.
Dodaj komentarz