
Odkąd regularnie ćwiczę, zauważam, że łatwiej radzę sobie ze zmianami. To, co kiedyś mogło mnie przytłoczyć, teraz staje się po prostu kolejnym etapem do przejścia. Dzięki aktywności fizycznej w moim życiu pojawiła się większa dyscyplina. Stałam się bardziej zorganizowana, spokojniejsza, mniej podatna na stres.
Czeka mnie kolejna przeprowadzka. Nie jest to szczególnie przyjemne doświadczenie, bo zawsze wiąże się z jakąś rezygnacją, z porzuceniem znanego na rzecz czegoś nowego. Nowe miejsce na początku często wydaje się nieatrakcyjne, łatwo wtedy zauważyć tylko minusy. Ale kiedy skupiam się na pozytywnych stronach, okazuje się, że potrafię je dostrzec zaskakująco szybko.
Zmiany zazwyczaj są stresujące. Zawsze je lubiłam, bo wywoływały ekscytację. Teraz jednak, z moją nerwicą, ekscytacja wcale nie jest czymś dobrym. Dlatego zamiast entuzjazmu pojawia się po prostu akceptacja. Czasem oczywiście odczuwam stres, bo czegoś się nie spodziewam. Ale po przespanej nocy przychodzi spokój. I wtedy zaczynam dostrzegać dobre strony.
Ćwiczenia fizyczne bardzo dobrze regulują stres. Do tego dyscyplina sprawia, że łatwiej skupić się na tym, co naprawdę ważne. Pomocna bywa też medytacja — nawet kilka minut dziennie potrafi wyciszyć myśli i zredukować napięcie. Zdarza się, że puszczam muzykę relaksacyjną, która działa na mnie jak miękki koc dla głowy. Oprócz tego sprawdza się też coś prostego — głębokie oddychanie, najlepiej przeponowe. W takich chwilach wracam do siebie.
Nowe miejsce, do którego się przeprowadzam, ma jedną ogromną zaletę — tuż obok jest las. Kontakt z przyrodą, nawet ten krótki, codzienny, działa na mnie jak naturalny reset. Wystarczy kilka minut spaceru, żeby ciało zaczęło się uspokajać, a głowa trochę odetchnęła. W lesie wszystko zwalnia. Inne dźwięki, inne tempo, inne powietrze. Ja po prostu czuję, że mi to dobrze robi — nie muszę tego analizować. Las stał się moim cichym sprzymierzeńcem w codziennym ogarnianiu rzeczywistości.
Dodaj komentarz