Tętno ogarnięte

Biegam od czterech miesięcy. Jak już niektórzy z Was wiedzą, zaczynałam od 3 minut, a teraz biegam jednym ciągiem przez 45 minut. Przez ten czas pokonuję 5 km, jeśli biegam na bieżni. Kiedy biegam w parku albo po prostu od swojego domu, mam już wypracowaną trasę o długości 5 km. Wtedy w te 45 minut przebiegam trochę więcej niż 5 km, czyli średnio biegam tam nieco szybciej niż na bieżni.

Ostatnio zauważyłam, że od około dwóch tygodni w raportach z biegu pokazuje mi się tętno powyżej 160, a czasami nawet blisko 170 – i to już na czerwono. Mam ustalone z trenerem, że dopóki pojawia się czerwona strefa, nie zwiększam tempa i nic z tym nie robię. Ale trochę mnie martwi, że przez te dwa tygodnie nic się nie zmienia – wyniki się nie poprawiają, a czerwone pole nie znika, mimo że trening się nie zmienia.

Zwykle biegam na bieżni we wtorki i czwartki – wtedy pracuję od 8:00 do 15:00, więc biegam po pracy, między 15:30 a 16:00. Mimo regularności, nie widziałam poprawy i czerwone pole z wysokim tętnem nadal się pojawiało.

Postanowiłam więc spróbować biegać rano, przed pracą – czyli wstawać o 5:00, być na siłowni o 6:00, pobiegać 45 minut, wziąć prysznic i zdążyć do pracy na 8:00. Wyobraźcie sobie – udało się! Czerwone pole zniknęło! Może i ciężko jest o tej godzinie coś zjeść, ale dobrze, że wieczorem wcześniej zjadłam kolację z węglowodanami. Rano nadal trudno mi coś przełknąć, ale może z czasem się wytrenuję i będę mogła zjeść choćby mały posiłek albo koktajl odżywczy.

Na razie jednak muszę wybiegać z domu najpóźniej o 6:00, żeby zdążyć zrobić trening i się ogarnąć. Uważam to za ogromny sukces. Choć trochę przeraża mnie myśl, że dwa razy w tygodniu będę musiała wstawać o 5:00, to wiem, że to nie jest coś, czego nie da się zrobić. Biorę to na klatę – jestem z siebie bardzo dumna!

W niedziele biegam na dworze, bez kontroli prędkości. Ale już w najbliższy wtorek planuję podnieść sobie tempo na bieżni. Cieszę się, bo mam szansę skrócić czas, w którym przebiegam 5 km!

Dodaj komentarz