
Uczę się dalej biegać, za to mój mózg często mnie zaskakuje. Zawsze gdzieś coś liczę – od samego początku, biegając na bieżni, ciągle odliczałam jakiś czas. Na samym początku, gdy trener zadał mi interwały, a moje kardio wynosiło 30 minut, na każde 10 minut biegłam 3 minuty, a 7 minut szłam szybko. Więc od samego początku musiałam liczyć.
W następnym etapie, gdy biegałam już 8 minut, a 2 minuty szłam szybko na każde 10 minut, a trening nadal trwał 30 minut, trener kazał mi już spróbować przebiec całe 30 minut. Ku mojemu zaskoczeniu – przebiegłam! Czułam się strasznie fizycznie, ale byłam z siebie bardzo dumna i ciągle zaskoczona, że mogę.
Kiedy biegałam 40 minut, po przebiegnięciu 10 minut mówiłam sobie w głowie: „jeszcze trzy dziesiątki”, a po 20 minutach: „jeszcze połowa”. Bardzo często odliczam ostatnie 5 minut z uśmiechem na twarzy.
W tej chwili, gdy biegnę 45 minut, dzielę trening na trzy piętnastominutowe części – czyli w sumie trzy części. Gdy przebiegłam 15 minut, wiedziałam, że to jedna trzecia całego treningu. Gdy miałam za sobą 30 minut, czułam, że przebiegłam dwie trzecie i byłam zadowolona, mimo że wysiłek był trudniejszy. Oczywiście ostatnie 5 minut zawsze przynosi mi uśmiech na twarzy i pewną lekkość.
Dziś byłam na treningu biegowym na bieżni i faktycznie troszkę fiksuję na punkcie odliczania – bo dzisiaj liczyłam od samego początku, że skoro biegnę 45 minut, to pierwsze 5 minut to jedna dziewiąta, czyli mam dziewięć części po raptem 5 minut. To nieprawda, że było mi lekko, bo trening akurat był po pracy, a po południu ogólnie jest mi trudno się zmotywować. A było mi podwójnie ciężko, ponieważ biegłam już trochę szybciej – ostatnio miałam dobry wynik, więc trener pozwolił, żebym odrobinę podniosła prędkość.
I mimo że udało mi się w końcu przebiec 5 km, nie czuję zadowolenia – czuję się wyczerpana i zła. Uważam, że po pracy nie powinnam biegać. Ogólnie sobota jest dniem, kiedy mam ochotę po prostu się położyć i nic nie robić. To jedyny dzień w tygodniu, kiedy jestem przemęczona mentalnie. Gdy wstanę w niedzielę – już nie czuję tego. W niedzielę czuję się bardzo dobrze, mam dużo energii. W sobotę po pracy gdzieś ta energia mi ucieka – i to bardzo. Chyba muszę postanowić, że w soboty nie będę mieć żadnych treningów, żeby nie mieć złych momentów. Wystarczy, że w jednym dniu zrobię dwa treningi – siłowy i biegowy – to już wtedy w sobotę mogę mieć wolny czas.
A propos fiksacji na temat liczenia – no przypuszczam, że mam po prostu taki mózg. To po pierwsze. A po drugie – gdzie mam patrzeć, jak ciągle jestem w jednym miejscu? Dlatego cieszę się, że jutro jest niedziela, że mam wolny dzień, że nie muszę się śpieszyć i mogę pojechać do parku w Opolu, na Bolko, gdzie pobiegam sobie na świeżym powietrzu. Wtedy nie będę musiała liczyć i się zastanawiać – chcę sobie tylko ustalić czas lub odległość. Ale zapytam jeszcze trenera.
Ciekawa jestem – czy Wy też tak macie, że fiksujecie się na liczeniu na bieżni? I czy czujecie, że ma to wpływ na to, jak Wasze ciało reaguje na wysiłek?
Dodaj komentarz